Wywiad z Danielem Silvą (cz. 2)

Główna bohaterka „Czarnej wdowy” jest jedną z tych, którzy niedawno przyjechali do Izraela. Opowiedz więcej o Natalie Mizrahi.

Natalie jest lekarką w jerozolimskim Hadassah Medical Center. Jest piękną i zdecydowaną kobietą, w dodatku mówiącą płynnie po arabsku, co czyni ją idealną kandydatką na agentkę izraelskiego wywiadu. Gabriel proponuje jej bardzo ryzykowne zadanie. Natalie, choć niechętnie, się zgadza.

To „zadanie”, o którym wspominasz, obliguje Natalie do przejścia całkowitej przemiany.

To prawda, w dodatku w bardzo krótkim czasie. Gabriel i jego zespół przemieniają znakomitą lekarkę w islamską ekstremistkę. Miałem niezły ubaw podczas pisania tych fragmentów.

Wydajesz się sugerować, że izraelski wywiad wie, co robić, kiedy dochodzi do takich sytuacji.


Tak. Pamiętajmy, że Żydzi i Arabowie przed ponad wiek toczyli wojnę o terytorium dawnej Palestyny. Izraelski wywiad zna swoich wrogów i dlatego w każdej chwili może się pod nich podszyć. Żołnierze elitarnych jednostek uczą się np. jak chodzić po arabsku. To naprawdę niesamowite.

Kiedy szkolenie Natalie dobiega końca, wraca ona do Francji, gdzie się urodziła, jako zupełnie inna osoba.

Teraz to doktor Leila Hadawi, Francuzka z korzeniami palestyńskimi, która pracuje w klinice położonej na imigranckich obrzeżach Paryża. Wydaje się być zasymilowana z kulturą Zachodu. Ale w sekretnych ekstremistycznych kawiarenkach internetowych zachowuje się inaczej. W ten sposób ISIS po raz pierwszy się z nią kontaktuje.

Nakreśliłeś dość ponury obraz życia na przedmieściach.

Obawiam się, że raczej właściwy. Społeczność muzułmańska we Francji jest największa w Europie i, szczerze mówiąc, francuski rząd postąpił źle, próbując zmusić ich do asymilacji. Wielu Muzułmanów nie czuje się nawet obywatelami francuskiej republiki. Są za to obywatelami innej Francji. Niestety, Francuzi stworzyli w ten sposób idealne środowisko dla islamskich ekstremistów. ISIS nie musi zakładać siatki w Europie, bo ona już tu jest. Jej członkowie czekają tylko na sygnał. Francuscy muzułmanie są rozczarowani i nie mają złudzeń, co oznacza, że są łatwym celem.

Nie zdradzając zbyt wiele: Gabriel i jego współpracownicy w dość nietypowy sposób próbują zwrócić uwagę terrorystów na Natalie. Z kolei dla Natalie oznacza to podróż do Państwa Islamskiego. Wiem, że zwykle odwiedzasz miejsca, które opisujesz. Zakładam, że Państwo Islamskie nie było celem twojej podróży.

Masz całkowitą rację. Państwo Islamskie nie jest miejscem dla dziennikarzy czy pisarzy, szczególnie tych, których bohater jest agentem izraelskiego wywiadu.

Wydarzenia w powieści wydają się niezwykle realistyczne. Jak udało ci się to osiągnąć?

Najpierw zrobiłem research. Pomogła mi na pewno dobra technika i bujna wyobraźnia. Dzięki temu powstało kilka ciekawych zwrotów akcji. Ostatecznie jestem dumny z „Czarnej wdowy”.

Lider terrorystycznej siatki ISIS jest w gruncie rzeczy fascynująca postacią. Powiedz coś o Saladynie.

Po pierwsze, Saladyn to nie jego prawdziwe imię, tylko kryptonim wojenny. To zabieg mający ochronić jego właściwą tożsamość przed Zachodnim wywiadem, a także przed jego własną organizacją. W zasadzie w całej powieści nie pada jego prawdziwe imię. Dowiadujemy się jedynie, że pracował dla irakijskiego wywiadu pod dowództwem Saddama Husseina. Później dołączył do powstania w Iraku i do Al-Kaidy po amerykańskiej inwazji z 2003 roku. To oznacza, że Saladyn jest wyjątkowo niebezpiecznym człowiekiem. Uważa się za kogoś więcej niż terrorystę. Marzy o tym, by naprawić zło, które Zachód wyrządził na Bliskim Wschodzie. Chce zjednoczyć Arabów pod sztandarem islamu. Jest człowiekiem wielkiej wizji – dlatego nazywa siebie Saladynem. Właściwy Saladyn pochodził z irakijskiego miasteczka Tikrit. Udało mu się zjednoczyć znaczną część świata islamskiego pod kalifatem. Mój nowy Saladyn ma podobne ambicje.

Czy coś takiego mogłoby mieć miejsce współcześnie?

W obecnej sytuacji wszystko może się zdarzyć. Spójrz na Bliski Wschód. Dawny porządek się wali. Irak jest w ruinie, Syria jest w ruinie. Bacznie obserwuję teraz Arabię Saudyjską, ponieważ spadek cen ropy na światowych rynkach wywiera ogromną presję na Saudach. Z wyjątkiem Egiptu, większość krajów arabskich jest sztucznie utworzona. Nie lubię niczego przewidywać, ale trudno sobie wyobrazić, by dawny porządek znów zaczął działać. Na Bliskim Wschodzie tylko islam jest dominujący. I, jeśli mam być szczery, nasi politycy tylko pogarszają sprawę. mamy na swoim koncie wiele porażek, nie raz się przeliczyliśmy – od Iraku przez Syrię, Egipt czy Libię. To znacznie pogorszyło sytuację. Gdybyśmy tylko mogli cofnąć czas, sprawy wyglądałyby inaczej. Na razie, jak mówią, jest fifty-fifty.

Natalie poznaje Saladyna w kalifacie. Staje wówczas przed trudnym wyborem.

Bardzo trudnym, ale nie spoilerujmy.

Nie powinniśmy też zdradzać zakończenia, które przyspiesza bicie serca. Czy sądzisz, że coś takiego mogłoby się rzeczywiście wydarzyć?

Nie chciałbym niczego przewidywać, ale obawiam się, że to kwestia czasu, aż finał mojej książki wydarzy się w rzeczywistości. I wielu antyterrorystów się z tym zgadza. Niestety, skutki terroryzmu są dla cywilizowanego świata długofalowe. Tak samo jak w przypadku końca II wojny światowej czy krachu na giełdzie z 1929 roku. Obawiam się, że obecny konflikt jest dopiero początkiem. To wojna totalna. Ale kto wie, to może być niekończąca się wojna. Musimy wykształcić sposoby działania, które będą przystawać do tej rzeczywistości. Nasza strategia antyterrorystyczna musi być długoterminowa.

Czy możesz powiedzieć trochę o swoim procesie tworzenia?

Pewnie.

„Czarna wdowa” obfituje w liczne zwroty akcji i nieoczekiwane rozwiązania. Zawsze wiesz, jak potoczy się akcja, kiedy piszesz?

Nie zawsze. Czasem tworzę postaci i sceny w taki sposób, by później móc dowolnie nimi pokierować. Większość czytelników sądzi, że w procesie tworzenia jest moment całkowitego objawienia, kiedy książka wydaje się autorowi skończoną formą. Gdyby tylko tak było… Dla mnie to proces powstawania i poprawiania, aż będę usatysfakcjonowany. Nie odpuszczam, dopóki książka nie będzie dopracowana. Zapytaj mojego redaktora.

Próbowałeś przygotowywać zarys swoich powieści?

Próbowałem, ale w moim przypadku to nie zdaje egzaminu, to strata czasu. Ale wiem, że innym autorom to pomaga.

Masz jednak inne specyficzne nawyki.

To prawda.

Piszesz ołówkiem w notatniku z żółtymi stronami.

Tak.

Jakiego rodzaju ołówka używasz?

Zawsze The Mirado Black firmy Paper Mate. Używam numeru dwa. To świetny ołówek.

A twój notatnik?

Teraz używam The Signa firmy Staples. Papier w nim jest bardzo gładki. Moje ołówki nie ścierają się na nim zbyt szybko.

Zakładam, że nie rzucasz swojemu wydawcy stosu żółtych kartek na biurko.

Oczywiście, że nie. Używam komputera. Ale generalnie piszę i poprawiam wszystko najpierw ręcznie.

Czy to prawda, że ubierasz się codziennie tak samo? Szare spodnie, szary bawełniany t-shirt i szara bluza?

Po tym wyznaniu trochę się ze mnie nabijano, dlatego teraz, zanim wyjdę do biura, ubieram się wyjściowo.

Co teraz masz na sobie?

Spodnie i t-shirt Brook Brothers, sweter L.L. Bean oraz skarpetki z Marks & Spencer. Są świetne.

I nosisz to codziennie?

Z drobnymi zmianami kolorystycznymi. Skoro działało to w przypadku Johna Cheevera, będzie działało i w moim.

Wyglądasz na więźnia nawyków.
Przyznaję się bez bicia.

Udostępnij
0